"Z życia człowieka najedzonego" - Barszczyk

To było 2 stycznia 2013 roku...
Stało się...


Kasia ugotowała barszczyk...

Powiedzieć: "nie byle jaki" to O WIELE za mało... Poezja tego dania sięga daleko szerzej i głębiej... No bo czymże jest jest niby taki barszczyk? Coś czerwonego a w tym zatopione pierogi? Nie wiadomo po co zatopione... Tak jakby nie dało się ich podać na talerzu, jak Bóg przykazał?

Tak właśnie pewnie odbiera owo danie powalająca większość męskiej populacji...

O nędznicy... jakże ja im współczuję...

:)

A zatem do dzieła! Co czyni barszczyk wspaniałym... Ba! Niezrównanym?!

Kolor

Czysta głęboka czerwień... niezłamana jakimś beznadziejnym przegotowaniem... Krystaliczna esencja buraka ale bez jego przyziemnej trymwialności... nic banalnego... burak na piedestale...

Konsystencja

Niech no spróbuje cokolwiek tam pływać... O zgrozo! Jakikolwiek wiecheć liściasty! A KYSZ! Przepadnij zmoro... Barszczyk MUSI być czysty... jak czyste intencje jego Twórczyni :) Do pływania jest basen... ewentualnie muszelka klozetowa... w zależności od tego co ma pływać... Ale przenigdy nie talerz barszczyku :)

Lecz nie koniec na tym... barszczyk WYMAGA ducha... Jak mawia poeta "... bez Ducha to szkieletów ludy!" A gdzie szukać owego ducha? Bydlęcy on być nie może... Nierogacizna tym bardziej odpada... nie będziemy się zniżać do obory... Dziczyzna ni w pięć ni w dziewięć... Rybki zostawimy akwarystom... zatem pozostaje drób... Kurzy trupek... który zaszczyci nasz barszczyk wianuszkami delikatnych oczek... Ale DELIKATNYCH... Miłośników żółtych pokładów osadzających się na ściankach talerza odeślemy gdzie indziej...

I tutaj uwaga pewna... tak.. zetknąłem się z uduchawianiem barszczyku grzybkami wszelakimi, tudzież paletą warzyw godną Moneta i Renoira... Ano "de gustibus non est disputandum"... nie odmawiam temu kierunkowi bogactwa smaku ani nie twierdzę że to zła droga... Jednak mnie bardziej ciągnie MIĘCHO...  M_I_Ę_C_H_O :)) no i te maleńkie śliczne oczka... o-o-o których próżno by szukać gdzieś między grzybkiem a cebulką...

Temperatura

Barszczyk jest niebiańskim tworem z piekła rodem... a więc KOCHA ciepło... Ba! Gorąco... Jednak i tu potrzeba wirtuozerii... gdy braknie ręki Mistrzyni głęboka czerwień zamienia się w równie głęboki kolor... POMYJI.

Smak

Barszczyk to ostra sztuka... Bardzo ostra... I znowu niespodzianka... Zrobić barszczyk megaostry a zarazem taki który nie zmusi degustantów do hiperwentylacji paszczy... To prawdziwy majsterczyk... a zrobić to W OGÓLE bez użycia octu... przy użyciu cytryny... to coś co naprawdę odbiera mowę...

Wisienka na torcie

Jakby tego wszystkiego jeszcze było mało...
Na pewno wielu z Was testowało barszczyki z serii "co knur to knur" albo inne "wymiary". I owszem... pierwsza chwila kiedy stykamy się z tymi zaawansowanymi dziełami laboratoryjnej chemii organicznej jest całkiem w porządku...  No ale teraz przewińmy nieco naprzód... kilka godzin powiedzmy: Miejsce akcji i osoby dramatu - te same... niby te same... Jednak w ustach możemy odróżnić z osobna każdą pojedynczą przyprawę... każdy konserwant... polepszacz... barwnik...  Człowiek czuje się dosłownie tak, jakby już całego Mendelejewa miał na języku... łącznie z pierwiastkami ziem rzadkich i kompletem gazów szlachetnych, które wydostają się z nas jedno - lub wielostronnie (w zależności od stanu organów wewnętrznych)...

Tymczasem już parę minut po spożyciu barszczyku Kasi w ustach pozostaje cudowny delikatny posmak... tak delikatny jak wiosenny powiew ledwie poruszający młodymi trawami... i aby odnaleźć w nim lekką nutę barszczyku naprawdę trzeba się wysilić...

Co tu dużo mówić...
POEZJA...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Życie... dziwna rzecz...

Muzyka tęsknoty

Koniec?